• Relacja z promocji 1/2008:


  • Polityka pamięci: doświadczenia i perspektywy – relacja ze spotkania.




    Od lewej:
    Tomasz Stefanek, Maciej Janowski, Dariusz Gawin,
    Andrzej Mencwel i Wiesław Chrzanowski



    Zobacz więcej zdjęć...


    „Mądra polityka powinna kształtować tradycję, ale tradycja to nie tylko to wszystko, co służy krzepieniu serc” mówił prof. Wiesław Chrzanowski podczas spotkania promocyjnego Zeszytu 1/2008 Nowych Kryteriów, które odbyło się 4 czerwca w jednej z sal Starego BUW-u w Kampusie Centralnym Uniwersytetu Warszawskiego. W panelu, prowadzonym przez Tomasza Stefanka, obok prof. Chrzanowskiego udział wzięli: dr Dariusz Gawin, dr hab. Maciej Janowski i prof. Andrzej Mencwel. Współorganizatorami spotkania były Warsztaty Analiz Socjologicznych oraz Interdyscyplinarne Koło Naukowe Dyplomacji i Prawa.

    We wprowadzeniu do dyskusji Tomasz Stefanek stwierdził, że w ostatnich latach, odkąd w serii tekstów eseistycznych i książek sformułowano propozycję polityki pamięci, toczy się gorący sporu wokół tego pomysłu. Podejmowane są również przedsięwzięcia będące próbą jego realizacji. Z tej perspektywy warto przyjrzeć się założeniom projektu i diagnozie, która stała u jego podstaw.

    Według Wiesława Chrzanowskiego politykę historyczną, w sposób mniej lub bardziej otwarty, prowadzą wszystkie państwa. Polityka jest sztuką, która czerpie z dorobku różnych nauk, wśród których nie może zabraknąć historii. Celem polityki jest wychowanie zarówno przez prawo, o czym pisał Leon Petrażycki, jak i z wykorzystaniem symboli, świąt narodowych, programów szkolnych, a także przez wspomaganie inicjatyw społecznych. Ważne jest zatem pytanie o treść polityki pamięci. Chrzanowski wspominał, jak silnie obecna była pamięć o wielkiej przeszłości w świadomości Polaków w czasie okupacji, czemu przeciwstawiał się później nurt patriotyzmu krytycznego, choćby w działalności Polskiej Szkoły Filmowej. „Solidarność” to znów czas żywiołowej afirmacji polskiej historii, po którym przyszedł chłód lat 90. Dziś ponownie mamy do czynienia z powrotem pamięci, czego wyrazem jest m.in. pierwszy zeszyt Nowych Kryteriów.

    „Dyskusja o tym, czy uprawiać politykę historyczną, wydaje mi się niedorzeczna, a taka dyskusja toczy się od kilku lat. Taką politykę prowadzi się zawsze. To jedna z banalnych oczywistości” – mówił Andrzej Mencwel. Po jednej stronie sporu stoją w jego przekonaniu przeciwnicy polityki pamięci z „Gazetą Wyborczą” na czele tak, jakby „Gazeta” nigdy nie prowadziła własnej polityki historycznej. Po drugiej stronie zwolennicy z Dariuszem Gawinem „zarezerwowali sobie pozycję wynalazców, choć to z pewnością nie jest wynalazek autorski”. Prawdziwa i sensowna dyskusja to taka, w której „mówi się, że w 1905 roku rację miał Piłsudski, a nie Dmowski i my kontynuujemy jego linię, albo odwrotnie – twierdzimy, że to Piłsudski się mylił”. Według Mencwela można wskazać trzy warianty polityki historycznej, u których podstaw leżą różne sposoby rozumienia historii: historia afirmatywna, której potrzebuje każdy naród dysponujący własnym państwem; historia demaskatorska np. w wydaniu marksistów lat 50.; wreszcie historia krytyczna, której nie wolno mylić z demaskatorską i która jest jedynym właściwym podejściem. - Nie da się bezkrytycznie przenieść w dzisiejsze realia Konstytucji 3 Maja czy jakobińskiej tradycji Tadeusza Kościuszki. Historia afirmatywna bez składnika krytycznego jest niemożliwa. Mąci w głowach, nadmuchuje balony i czyni społeczeństwo bezbronnym wobec nieprzewidywalnych zagrożeń. – mówił Mencwel.

    Dariusz Gawin tłumaczył, że za hasłem polityki pamięci kryło się coś więcej niż wyłącznie postulat zwrócenia się ku historii w badaniach naukowych czy w edukacji szkolnej i uniwersyteckiej. W latach 90. mieliśmy bowiem do czynienia ze specyficznym klimatem liberalizmu, w którym leseferyzmowi gospodarczemu odpowiadał „leseferyzm aksjologiczny”: „Mówiono, że przywrócenie orłowi korony czy spór o numer Rzeczypospolitej to tematy zastępcze, starając się wypchnąć historię z polityki.” Wiązało się to z koniecznością włączenia postkomunistów do nowego porządku. Wynikało wreszcie z tej tradycji polskiej inteligencji, której reprezentantami są Jan Józef Lipski czy Adam Michnik, a według której afirmacja, duma z dokonań przodków prowadzą do megalomanii, a nawet autorytaryzmu. W opinii Gawina te zarzuty były chybione: „W demokracji decyzje polityczne są podejmowane w demokratycznym otoczeniu – mediów, samorządów, organizacji społecznych. Nawet posiadając władzę i wpływ, nie osiąga się momentalnej, natychmiastowej zmiany.” Hasło polityki historycznej było propozycją komunitariańskiej korekty liberalizmu. - Demokracja liberalna – mówił
    Gawin odwołując się do słów Ralfa Dahrendorfa – to chłodny projekt; potrzebuje czegoś, co uczyni ją domem. Tym czymś, co sprawia, że ludzie chcą żyć razem i są zdolni do solidarności i braterstwa, są według Gawina opowieści o przeszłości, które często nie wytrzymują krytyki historycznej, ale nie mogą być całkiem fałszywe. We Francji można pisać o Wandei, ale rewolucja jest w centrum republikańskiego mitu; w Stanach Zjednoczonych wydaje się książki o tych, którzy pragnęli pozostać poddanymi króla, ale mitem jest Waszyngton i jego armia. Warszawski filozof dowodził, że ludziom trzeba zaproponować coś, z czego będą dumni. Pozostają zaś szkoły, uniwersytety, komitety, troszczące się o pamięć tych, których ich wspólnota zamordowała czy wygnała.
    - To program zinstytucjonalizowanej schizofrenii – protestował Andrzej Mencwel.
    - Nie chcę przed nikim niczego ukrywać – ripostował Gawin. - Każdy Polak powinien w szkole dowiedzieć się o Jedwabnym, ale w rocznicę tego wydarzenia nie da się zorganizować narodowego święta. Tak jest w każdym kraju. Jeśli ktoś proponuje inny model budowania wspólnoty politycznej, to wszyscy się na tym przejedziemy.

    Jak zawsze odnajduję się w tych wszystkich poglądach, które krytykuje Dariusz Gawin. Jestem zwolennikiem tego, co nazywa „leseferyzmem aksjologicznym”, choć sam określiłbym to mianem wolnej gry idei – oświadczył Maciej Janowski. W jego przekonaniu historia może pełnić rolę wychowawczą, ale nie sposób osiągnąć konsensusu co do treści, które powinny być popularyzowane w społeczeństwie. Polityka historyczna zmieniałaby się zatem wraz z każdymi wyborami, a od tego lepsza jest już sytuacja wspomnianego „leseferyzmu aksjologicznego”. Historia uczy myślenia, kiedy ścierają się w niej różne racje, interpretacje i oceny: „Idealny podręcznik to taki, w którym sporne sytuacje przedstawione są właśnie jako sporne, ponieważ obraz wielostronny jest ciekawszy i bardziej pouczający.” Ponadto, jak twierdzi Janowski, każdego historyka, któremu praca sprawia przyjemność i satysfakcję, irytuje, kiedy inni chcą wykorzystywać jego ukochaną dyscyplinę w służbie czemukolwiek.

    Na koniec dyskusji Dariusz Gawin tłumaczył, dlaczego w sporze o politykę pamięci ma poczucie zwycięstwa na tyle, na ile jest to możliwe w demokratycznej przestrzeni publicznej.
    - Dziś dla każdego jest oczywiste, że instytucje publiczne mają obowiązek działać w sferze polityki historycznej. Nikt nie kwestionuje już tego, że trzeba przekonywać polityków, aby przeznaczali na to pieniądze, starali się o środki europejskie, ponieważ to wszystko wymaga decyzji politycznych. Nie wiadomo, jak będą wyglądać kolejne instytucje i o to warto się spierać. Ale zaproponowano pewną formułę, w której ludzie spotykają się i w nowoczesny sposób realizują wartościowe przedsięwzięcia. – mówił Gawin.










    :: © webmaster - Krzysztof Daniluk ::

    Zeszyt 1/2008